sobota, 19 grudnia 2015

Dla zabicia czasu:)

No ja się z takiej zimy wypisuję!
Ja się pytam gdzie jest śnieg?! :)
Kiedy z rana, z zamyślenia zostałam wyrwana odgłosem trzepanego gdzieś pod blokiem dywanu pomyślałam, że ludzie wiosenne porządki robią...Słoneczko, 10 stopni na plusie, a ja głupia specjalnie chciałam na zimę włosy zapuszczać, bo przecież pod czapką to i tak nie widać tego gniazda na głowie co to mi się utworzyło przy tej okazji.



Wczorajszy dzień na wariackich papierach. Wyczytaliśmy, że w ościennym mieście podczas świątecznego jarmarku można zobaczyć zagrodę reniferów. No i oczywiście ja uparłam się, że koniecznie muszę tam jechać, żeby te renifery sobie obejrzeć.
Cała wyprawa. Jedna, wielka farsa...Jarmark okazał się być kilkoma stoiskami z "byle czym", a jedyne renifery jakie można było zobaczyć i nawet zmacać były uplecione z siana...
Po południu zabraliśmy psa na spacer. Sucz wywąchała nieczystość ludzkiego pochodzenia- co jak wiadomo niestety niektóre pieski wręcz uwielbiają pomimo zbilansowanego jedzenia- a że miała założony kaganiec, cały został on upaprany, a potem my, jak przyszła się ocierać o nasze nogi...
Taaak, to przecież tylko kupka;) Ja się szczerze uśmiałam( no bo przecież z tego tytułu łez ronić nie będę, portki się upierze, kaganiec umyje i tyle), Łukaszowi złość uszami parowała, a i tak spacer odbyliśmy i wieczorem już w domowym zaciszu załączyliśmy starym, dobrym, świątecznym zwyczajem gierkę na komputerze:)
Mamy takie swoje, małe zwyczaje.
I jak tu nie kochać życia?:)

O, jak tak pogoda dopisuje, to zostając w jarmarkowym klimacie pokażę Wam trochę inny rodzaj jarmarku i zabawy.
Pamiętacie jak kiedyś pisałam o Castello di Montebello i zamieszkującej zamek zjawie o imieniu Azzurrina? W tymże właśnie miasteczku Montebello di Torriana, we wrześniu tego roku, w cieniu zamkowych murów odbyła się Festa del Miele czyli słynny festiwal miodu.

Podczas dwudniowego święta można było skosztować miodów w nieprawdopodobnych smakach!
Były miody z malin i truskawek- baaardzo słodkie!
Miód z rukoli czy miód z kasztanów- przepyszny, zbliżony do naszego gryczanego:)



Były stoiska, gdzie można było kupić i spożywać wina, sery, wędliny, oleje, octy, chleb, makarony, piwo i wiele innych typowych produktów doliny.
 Tutaj sery w sianie i w wytłoczynach powstających w produkcji wina:








Był rynek rzemiosła i nie zabrakło pokazów ulicznych artystów.



A przede wszystkim z twierdzy można było podziwiać malownicze wzgórza i panoramę riwiery Adriatyckiej...







I z tymi widokami Was zostawiam:)

2 komentarze:

  1. Miód z rukoli mnie zaintrygował! Dziw nad dziwy! Bardzo mnie ciekawi, jak też takie cudo może smakować...
    A sam jarmark baja, obkupilibysmy się z mężem w żarcie po zęby i do spłukania, mamy pewną tendencję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Renifery z siana mnie powaliły. Ciebie zapewne też skoro nastawiłaś się na głaskanie prawdziwego :). Jarmarki wszelakie uwielbiam, zwłaszcza te z regionalnymi smakołykami - wychodzę z nich zachowując równowagę - pełna siata i pusty portfel :).

    OdpowiedzUsuń